Lista:

No i jakoś poszło, choć spojrzenie socjologa tak czy owak przeszkadzało. Zamiast skupiać się na prowadzeniu auta, obserwowałem innych kierowców, analizowałem zachowania pieszych, wyraz twarzy ludzi wracających wieczorem do domu, zawartość przyciężkich siat z zakupami (tachanych oczywiście głównie przez kobitki), co kończyło się tym, że zapominałem patrzeć na znaki drogowe i inne takie tam. A, no i jeszcze dokonywałem intensywnej analizy wzrokowej billboardów i innych natręctw reklamowych. Ale i tak zdałem mój egzamin prawo jazdy. Warszawa nie jest taka straszna.